Facebook
Twitter
YouTube
Steam
Feed
Aplikacja Save!Project
dla Windows
Aplikacja Save!Project
Ta strona wykorzystuje ciasteczka w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych.
Rozumiem, nie pokazuj tej informacji ponownie.
Zarejestruj się Zaloguj się Jesteś członkiem naszej społeczności?

Fenomen let's playów

OsaX Nymloth / 2013-11-23 / Artykuł / Redakcyjna treść publiczna
Ile czasu spędzacie w ciągu tygodnia na YouTube i podobnych serwisach? Pewnie sporo. Przeglądacie nowe filmy od autorów, których śledzicie, szukacie kolejnych, interesujących was kanałów albo po prostu oglądacie słodkie kociaki chowające się w kartonowym pudle z linka podesłanego przez fajną koleżankę. A ile czasu spędzacie oglądając jak ktoś gra w waszą ulubioną grę?

Rozwój sieci to niesamowita sprawa. Nie tylko ze względów technologicznych i komunikacyjnych – owszem, coraz lepszy dostęp do coraz to nowszych technologii sprawia, że żyje nam się łatwiej, możemy porozmawiać z osobą na drugim końcu Ziemi jakby dzieliło nas kilkanaście metrów. Informacje mamy nie tyle w zasięgu ręki, co w zasięgu gryzonia – kilka kliknięć i na ekranie pojawiają się najświeższe nowiny z całego świata. Przede wszystkim jednak, żyje się nam inaczej. Kłócić się z tym nikt raczej nie będzie, prawda?

Również i nasz growy światek się zmienia, a także nasze funkcjonowanie w nim. I nie mam tutaj na myśli obecności na rynku mnóstwa tytułów MMO i rozmaitych pozycji stawiających na rozgrywkę online, takich jak Counter-Strike, Battlefield, czy StarCraft – o rzeszy tytułów free-to-play nie wspominając. Sam przekonałem się bowiem o tym, że poza graniem, lubię także... patrzeć jak grają inni. I to właśnie o tym małym (czy aby na pewno małym?) fenomenie traktuje ten tekst. Zadałem sobie proste pytanie: w czym tkwi przyczyna, że "youtubowi let's playerzy" są tak popularni, że niektórzy z nich są w stanie wieść całkiem miły żywot utrzymując się tylko z grania na żywo i wysyłania swoich growych żywotów na przepastne serwery wiadomych serwisów. Niektórzy wręcz stają się prawdziwymi gwiazdami w środowisku danej produkcji, stanowiąc niemal wyrocznię dla rzesz graczy. Jak zwykle w przypadku takich pytań, odpowiedzi jest kilka, przyjrzyjmy się więc niektórym z nich.

Gracze mają to do siebie, że lubią rywalizować. Polujemy na achievementy, robimy screenshoty po wyjątkowo udanych akcjach, bijemy rekordy, a w końcu rywalizujemy klanowo albo nawet na polu progamerowym. Lubimy się porównywać z innymi graczami, z dumą notując w myślach, że "skopalibyśmy tego noobka" albo zażarcie wykłócając się na forach, czy użycie umiejętności ABC jest "op i musi być znerfione". Co nam zapewniają let's playowcy? Możliwość porównania się z nimi przez całą rzeszę graczy – ktokolwiek czytał komentarze pod przesłanymi video, często mógł natknąć się na całe zastępy krzykaczy marudzących, że autor video przegapił jakiś przedmiot albo totalnie zhańbił swojego chomika zaliczając zgon przez postrzał z rakietnicy we własne czoło. Niezłym przykładem takiego właśnie przypadku jest kanadyjczyk MaximusBlack, który to ma wręcz dar do wyważania otwartych drzwi, tudzież zaliczania śmiechu wartych akcji, próbując zabrać się do problemu w jak najmniej logiczny sposób. Warto zerknąć na jego próby przejścia serii Dead Space i Penumbra. Śmiech i okazjonalny "facepalm" gwarantowany.

Zdarza się, że oglądający jakiś playthrough (lub let's play albo jeszcze inaczej nazwany materiał) rzucają autorowi mniej lub bardziej użyteczne komentarze, nawet jeśli dane video zostało dodane kilka miesięcy temu i sam zainteresowany już dawno odłożył grę na półkę. Są jednak let's playowcy, którzy niektóre decyzje podejmowane w ich grach uzależniają od woli publiczności – na końcu odcinka zapytają, czy mają iść i wyrżnąć całą wioskę, czy raczej pomóc sołtysowi w pilnowaniu stada krów atakowanych przez wredne gobliny. Czy pójdą w lewo, czy w prawo, zagrają tą klasą, czy inną. A gracze lubią interakcję – nawet bardzo, w końcu to jedna z fundamentalnych cech gier komputerowych. Wśród osób stosujących się do życzeń fanów należy chociażby szalenie wręcz popularny Jesse Cox, który z nauczyciela przeistoczył się w growego celebrytę, tryskając humorem na lewo i prawo, skupiając wokół siebie rzeszę niemal 500 tysięcy fanów. Podobnie sytuacja wygląda, jeśli zamiast video na YouTube lub podobnym serwisie, oglądamy naszego ulubionego autora, który akurat na żywo zaczyna grę w znany nam tytuł. Ciężko czasami po prostu nie pokusić się o kilka komentarzy lub porad, a i niektórzy twórcy zachęcają ludzi do rzucania pomysłami na czacie kanału lub streamu. Rozrywka interaktywna, o jakiej jeszcze kilka lat temu raczej nikomu się nie śniło.

Zdarza się także, że zamiast sami grać w jakiś tytuł, wolimy obejrzeć, jak radzą sobie inni. Ot, taka Amnesia: The Dark Descent, bodajże najstraszniejszy horror ostatniej dekady – niejeden niedzielny (bez obrazy;)) gracz nawet bałby się samemu podejść do tej produkcji, ale nie ma nic przeciwko podziwianiu, jak jeden z dzielnych "tuberów" podskakuje na krześle i przeraźliwie krzyczy na widok otwierających się znienacka drzwi (skorzystam z okazji i poradzę zapoznać się z krzykami wydawanymi przez HarlshyCritical).

Wracając do tematu, niektórzy widzowie częściej potrafią przestraszyć się nie tyle nagłej akcji na ekranie, co histerycznych reakcji popularnego gracza. Zabawa bywa przednia, sam to przyznam – zwłaszcza, kiedy rzesza fanów danego autora zmusi go, aby zagrał w tytuł dla siebie nietypowy. Przykładowo, fanatyk strategii turowych, planowania na wielką skalę i grania bez pośpiechu, potrafi być całkiem interesującym widokiem, kiedy rzuci się go objęcia wspomnianej Amnesii (polecam sprawdzić samemu na przykładzie Quill18).

Obserwowanie jak grają/grali inni ludzie ma także kilka innych aspektów – czasami takie video pełnią funkcję typowo informacyjną, kiedy np. nie jesteśmy pewni, czy warto zainwestować w jakiś tytuł. Sprawdzamy jeden, czy dwa popularne let's playe i już wiemy trochę więcej. Nawet osoby mało grające, potrafią spędzić długie godziny dziennie na obserwacji, jak ktoś dokonuje spektakularnej inwazji na przeciwnika albo bije nowy rekord w jakimś shooterze. Osobną kategorię stanowią zawodowi gracze – niektóre zespoły i klany, zwłaszcza we wspomnianym StarCraft II posiadają nawet kilku graczy grających na żywo na oczach tysięcy ludzi: fanów, zwykłych ciekawskich, czy też słabszych graczy mających nadzieję podpatrzyć jakieś tricki lub timingi konkretnych buildów. W poszukiwaniu takowych streamów, najlepiej udać się na stronę Team Liquid.

Warto też zwrócić uwagę na jeden z powodów olbrzymiej popularności filmików związanych z Minecraftem – jest nim ciekawość. Ciekawość, jak ktoś rozwiązał dany problem przy budowie stacji minecartów, albo chęć podejrzenia, jak można zbudować automatyczną farmę zboża, bądź też nie mamy pojęcia co zrobić z masą wydobytego redstone'a. Sami nie mamy pomysłu – idziemy po małą dawkę kreatywności na kanał jakiegoś 'yutubowca'. Dokąd idziemy? Kierunków w tym temacie jest mnóstwo, chociażby polski klockowaty świat CTSG, anglojęzyczny show tworzony przez CaptainSparkleza, że wspomnę o zaledwie kilku z całej masy minecraftowych mniejszych i większych celebrytów.

Poza tym, bądźmy szczerzy. Oglądanie wszelakich let's playów bywa po prostu frajdą i dobrą zabawą, zwłaszcza w wykonaniu osób, które wręcz tryskają humorem (np. wybitnie serowa seria grania w Skyrim razem z ChinchillaDavem), albo są w pewien sposób oryginalni (all hail King of Sweden) a takich wśród najpopularniejszych "growych celebrytów" nie brakuje.

A poza tymi najczęściej oglądanymi, są tysiące, albo i setki tysięcy mniej znanych osób, spośród których może za jakiś czas wyrosnąć nowa gwiazda YouTube. Na wyobraźnię działa też fakt, że do stworzenia własnego kanału z let's playami wcale dużo nie trzeba, a niektórzy po prostu uwielbiają być w centrum uwagi – sprawia to niestety, że czasami nieźli dostawcy growej rozrywki w formie video toną w zalewie piszczących małolatów, ale to jest problem nie tyle samych Let's Playów, co szerokiego dostępu do Internetu. Można się więc spodziewać, że moda na granie na oczach tysięcy graczy z czasem przybierze na sile.

Czego potrzeba, aby zacząć nagrywać Let's Playe:
- przynajmniej przyzwoitego PeCeta (koniecznie z pojemnym dyskiem twardym!), który podoła jednoczesnemu graniu i nagrywaniu materiału. Co prawda na rynku są dostępne dodatkowe sprzęty, przejmujące na siebie przechwytywanie obrazu i dźwięku, ale nie opłaca się od razu rzucać niemałych pieniędzy na taki sprzęt;
- mikrofon, aby móc podzielić się światem swoimi przemyśleniami podczas rozgrywki;
- program typu Fraps, Camtasia, CamStudio itp.;
- przede wszystkim: odwagę, aby w ogóle się odezwać i pomysł; bądźcie oryginalni, a drzwi do internetowej sławny staną otworem.

Komentarze

Dodaj nowy komentarz:

Reklama

Najnowsze

2016-11-03 / Felieton Twórcy No Man's Sky potrzebują sloganu! / Każda solidna firma ma swoje motto. To taki moralny kompas, który wyznacza drogę i jest podwaliną wszystkich działań. Przykładów jest mnóstwo i są nader interesujące.
2016-10-29 / Artykuł Dark Souls 3: Ashes of Ariandel - w krainie mroźnego popiołu / Kręcę się po osadzie kruków w Ashes of Ariandel, zaglądając w każdy kąt i rozmyślając nad następnym krokiem.
2016-10-20 / Felieton Nie czekam na Red Dead Redemption 2 dla PC... / W zasadzie to mógłbym się teraz zdenerwować, no bo nic mnie tak nie wkurza jak brak ogłady i zwykłej uprzejmości.
Pokaż pełną listę

Najpopularniejsze

2014-08-18 / Artykuł Telltale Games - od zera do bohatera / Pewnie powiecie, że historia firmy produkującej przygodówki musi być nudna.
2013-12-03 / Wywiad SUPERHOT - wywiad z Łukaszem "Spierkiem" Spierewką / Kilka miesięcy temu Polakom udało się narobić sporego zamieszania w sieci, nie pierwszy raz zresztą.
2013-12-30 / Artykuł 2013 za nami - redakcyjne podsumowanie roku / Rok 2013 chyli się ku końcowi. Za nami sporo dużych premier, kilka ekscytujących debiutów i niejedno większe rozczarowanie.
Pokaż pełną listę

Reklama