Facebook
Twitter
YouTube
Steam
Feed
Aplikacja Save!Project
dla Windows
Aplikacja Save!Project
Ta strona wykorzystuje ciasteczka w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych.
Rozumiem, nie pokazuj tej informacji ponownie.
Zarejestruj się Zaloguj się Jesteś członkiem naszej społeczności?

Fallout - Legenda... Legenda już nie powróci?

KoZa / 2014-06-26 / Artykuł / Redakcyjna treść publiczna
Są takie tytuły w historii gier komputerowych, których kontynuacje rodziły się w wielkich bólach. Firmy, które się nimi zajmowały, to bankrutowały, innym razem były wchłaniane przez większe korporacje, a ich spuścizna często zostawała rozmieniona na drobne. Kto przez te piętnaście lat nie czekał z rumieńcami na twarzy na informacje o potencjalnej kontynuacji Fallouta? Pewnie wszyscy. A przynajmniej – wszyscy fani pełnokrwistych cRPG. Niestety, w przeciwieństwie do takiego Call of Duty, według którego można regulować roczny kalendarz, w tym wypadku nie było można mieć pewności, że takie informacje kiedykolwiek się pojawią. A kiedy już coś wypłynęło na światło dzienne... Cóż, powiedzmy, że nie było to spełnienie marzeń.

Tactics
Pamiętam to jak dziś. Był rok 2000, Internet odliczało się w impulsach, a wiadomości ze świata gier szukało się w pismach, które jeszcze wtedy przeżywały swój złoty okres. Jako wierny czytelnik CD-Action, przeżyłem kiedyś mały atak serca. Podczas tradycyjnego wertowania zawartości nowego numeru, wzrok zatrzymał się na jednej z grafik, która stylistycznie przypominała stary, dobry Power Armor. Screeny też jakieś takie charakterystyczne – rzut izometryczny, rdza wszędzie, mutanty... Przecież to nowy Fallout!

Fallout - Legenda... Legenda już nie powróci? - Obraz 1


To nie był nowy Fallout. Czy raczej – OK, niby faktycznie był, tylko że nie była to kontynuacja, a spin-off, który korzystał z marki i uniwersum, ale proponował zupełnie inny styl rozgrywki. Choć został zachowany falloutowy rozwój postaci i możliwość prowadzenia gry w trybie turowym, zupełnie wycięta została warstwa "rolpejowa". O dziwo, pozostały statystyki takie, jak charyzma czy umiejętność perswazji, ale nie miały one żadnego istotnego przełożenia na rozgrywkę. Innymi słowy, Tactics – jak już wskazywała sama nazwa – był taktyczną grą strategiczną z systemem rozwoju postaci. Co ciekawe, oferował również możliwość gry w czasie rzeczywistym, która z jednej strony była całkiem ciekawą alternatywą, a z drugiej – wprowadzała chaos, na który ten tytuł wyraźnie nie był przygotowany.

Pamiętam, że w Tacticsa zagrywałem się z wypiekami na twarzy, zaś w prasie tytuł zbierał chyba same pozytywne opinie. Niestety, jest to pozycja, która nie przetrwała próby czasu, przynajmniej według mnie. Czy może nawet – nigdy nie był tak dobry, jak ludziom się wydawało – zadziałała po prostu siła marki i nostalgii. Niestety, taki Jagged Alliance 2, wypuszczony przecież sporo wcześniej, bo w roku 1999, posiadał znacznie więcej opcji taktycznych i dużo bogatszy model rozgrywki. Czułem to szczególnie mocno, gdy obydwa tytuły odpaliłem po wielu latach przerwy. W stosunku do JA2, Tactics był po prostu uproszczoną niby-strategią taktyczną, która nie oferowała niestety zbyt wielu możliwości. Czuć było niezdecydowanie twórców, którzy chyba mimo wszystko chcieli gdzieś przemycić klasyczne, "rolplejowe" rozwiązania z dwóch pierwszych Falloutów, ale im się to po prostu nie udało.

Z drugiej strony, nie mogę nie wspomnieć o grafice. Szczerze mówiąc, Tactics wyglądał dokładnie tak, jak w moich marzeniach prezentował się Fallout 3. Zachowano rzut izometryczny, ale całość została opakowana w niezwykle atrakcyjną oprawę wizualną, która przywodziła odrobinę na myśl ręcznie malowane widoki z Infinity Engine. Do tego dochodziły niesamowicie klimatyczne animacje (w szczególności te związane z bolesną, krwawą śmiercią) oraz rewelacyjne koncepty graficzne, które idealnie współgrały z klimatem serii.

Fallout - Legenda... Legenda już nie powróci? - Obraz 2


Brotherhood of Steel
Był taki czas w historii rozrywki komputerowej, kiedy duże, PeCetowe tytuły próbowały swoich sił na konsolach. Wielu z Was może kojarzyć Baldur's Gate Dark Alliance, które w ogólnym rozrachunku zapisało się pozytywnie w pamięci graczy. Było to połączenie uniwersum kultowego eRPeGa od Black Isle ze zdecydowanie bardziej konsolowym, dynamicznym stylem rozgrywki, który skupiał się na prowadzeniu tylko jednego bohatera. Cóż, tego samego próbowano z Falloutem i tak powstało Brotherhood of Steel, które można było ogrywać na PlayStation 2 i pierwszym Xpudle.

Sterując pojedynczym bohaterem w ujęciu quasi-izometrycznym (kamera była ustawiona zdecydowanie bardziej od góry niż z boku) można było przeżyć nową przygodę w uniwersum Fallouta. Gra niestety nie powalała w żadnym aspekcie i gdyby nie przypadkowe google'owanie nigdy bym pewnie na nią nie trafił, w szczególności, że nie doczekała się żadnych reedycji czy wydań cyfrowych. Brotherhood of Steel pozostaje po prostu ciekawostką, która nigdy nie była na tyle interesująca, by fani Fallouta specjalnie dla niej kupowali konsole. Lepiej by było, gdyby twórcy nie topili funduszy w projekcie, na który nie mieli szczególnego pomysłu, i ulokowali je w Falloucie 3, który... niestety, ostatecznie nigdy nie powstał w takiej wersji, jakiej się wszyscy spodziewali. Było trzeba czekać aż do roku 2004, kiedy to Bethesda wykupiła prawa do marki i zrobiła własną kontynuację na silniku Obliviona. Zanim jednak do tego doszło...

Van Buren
...był Van Buren, czyli – jak się zdaje – pierwsze prawdziwe podejście do stworzenia Fallouta 3. Co ciekawe, kilka lat temu została nawet upubliczniona w Internecie grywalna wersja bardzo małego wycinka tej produkcji, na którym dopiero testowano pomysły. Sam miałem okazję dorwać się do tego builda i... co tu wiele mówić, łezka się w oku zakręciła. Było widać, że twórcy mieli kilka ciekawych konceptów w zanadrzu, zaś całość miałaby szansę być stworzona bardziej w klimacie tego, co znali fani z F1 oraz F2, niż tego, co nadeszło kilka lat później w postaci F3.

Fallout - Legenda... Legenda już nie powróci? - Obraz 3


Choć grafika miała być w pełni trójwymiarowa, zachowano charakterystyczne, izometryczne ujęcie akcji. Gdybym miał się posłużyć analogią, padłoby na coś pokroju pierwszego Neverwinter Nights. Do tego miały dojść dwa sposoby rozgrywki – w trybie turowym oraz w czasie rzeczywistym. Oczywiście, w tej wczesnej alphie walka była tak chaotyczna, że nie sposób było powiedzieć o niej coś pozytywnego.

Ba, o żadnym z aspektów gry nie dało się mówić tylko i wyłącznie dobrze – to był po prostu zbiór pomysłów testowych na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Owa alpha prezentowała rozpaczliwy stan, który nie był bliski jakkolwiek grywalnej becie, należałoby więc ją traktować wyłącznie w kategoriach ciekawostki dla fanów serii.

3
I tu się zaczyna robić gorąco. W roku 2004 świat obiegła informacja, że prawa do marki wykupiła Bethesda (a przynajmniej do zrobienia jego single'owej kontynuacji). Szybko się okazało, że nowy Fallout będzie nosił numer trzy, czyli – rzekomo – będzie bezpośrednią kontynuacją dwóch pierwszych odsłon, a nie jakimś spin-offem. Najbardziej jednak zawrzało, gdy pojawiła się informacja o wykorzystaniu silnika z czwartej odsłony The Elder Scrolls, co z kolei sugerowało, iż gra będzie czymś pokroju Obliviona ze spluwami. Gra ukazała się cztery lata później, w 2008 roku.

Trzeba tu oddać sprawiedliwość Bethesdzie – wcale nie wyszedł z tego "Oblivion with guns", a nowy Fallout miał swój własny, unikalny klimat. Nie był to jednak klimat... ani „jedynki”, ani „dwójki”. To w ogóle nie była kontynuacja tamtych gier. Jasne, ciężko mówić o fabule w rozumieniu wątku głównego w starych Falloutach (o czym szerzej pisałem w pierwszym tekście), ale z drugiej strony – ciągłość między nimi była wręcz oczywista. I z tej ciągłości nie zostało nic.

Fallout 3, tak jak i część pierwsza, zaczynał się w Krypcie, lecz tym razem obyło się bez ciągnięcia słomek, zaś podkład fabularny pod opuszczenie bezpiecznego schronu był znacznie bardziej rozbudowany. I tu już pojawia się pierwsza rozbieżność – w tej grze jest wyraźnie zarysowany wątek główny, bohater, w którego się wcielamy, jest nie tylko potomkiem kogoś ważnego, ale też kogoś, kto na bieżąco ma wpływ na wydarzenia w świecie uniwersum. Pogoń za ojcem-uciekinierem jest bardzo ważną częścią rozgrywki i w sporym stopniu dominuje szwendanie się po świecie oraz luźne dążenie do jeszcze luźniejszego celu głównego. Samo w sobie nie jest to złe, ale... Jeśli ktoś chciał, żeby Fallout 3 był faktycznym potomkiem dwóch pierwszych odsłon serii, to już na dzień dobry miał problem.

Fallout - Legenda... Legenda już nie powróci? - Obraz 4


Muszę uczciwie przyznać, że jeśli coś się w Falloucie 3 udało, to przejście do pierwszej perspektywy. Wydawać by się mogło, że tej serii przystoi tylko rzut izometryczny, ale akurat z tym – jakże trudnym aspektem – Bethesda sobie poradziła bardzo zgrabnie. Między innymi dlatego, że świat został zaprojektowany w ciekawy, bogaty i mocno klimatyczny sposób, zaś doświadczanie wszystkiego tak, jak doświadczał tego sam główny bohater, sprawdziło się bardzo dobrze. Pojawiła się tu jednak pewna pułapka – trzeci Fallout bardzo, ale to bardzo brzydko się zestarzał, zaś pewne rzeczy, które albo się wybaczało albo wręcz kochało w przypadku archaicznego rzutu izometrycznego, tu już nie sprawdzały się zbyt dobrze.

Sęk w tym, że Bethesda czasem chciała za bardzo i zbyt mocno. Przez długi czas zastanawiałem się, jaki jest mój podstawowy problem z tą odsłoną Opadu Radioaktywnego i w końcu udało mi się dojść do jako-takiej konkluzji. Otóż Fallout 3 chciał być bardziej falloutowy od Fallouta. W jedynce była jakaś zabawna broń, Alien Blaster? To tu wrzucimy PRZENOŚNY MIOTACZ BOMB ATOMOWYCH! I nie będzie on ciekawostką, tylko absolutnie obowiązkowym elementem rozgrywki. F1 miał krwawe sceny śmierci? To my będziemy rozrzucali kończyny po całym pustkowiu i strzelali głowami wrogów w księżyc! Po Necropolis biegały agresywne ghule? To u nas nawet przez kibel będzie szarżowała cała horda! I tak dalej.

Gdyby twórcy w pewnym momencie się opanowali, to... kto wie, może mogłoby się to udać. Fallout 3 miał dobre pomysły. Jako się rzekło – przejście w pierwszą perspektywę było udane. Połączenie mechaniki shootera z trybem turowym za pośrednictwem systemu V.A.T.S. wyszło bardzo ciekawie. I gdyby tylko ów pomysł został dopracowany, zaś AI wrogów w ogóle by istniało, byłby kolejny plusik na liście. A tak? Był to kolejny element, który w ogólnym rozrachunku bardziej śmieszył niż bawił.

Choć już rozgryzłem mój problem z Falloutem 3, to nadal, po tych kilku latach, mam do Bethesdy jakiś taki żal. Ta gra mogła się udać, to nie jest od początku do końca zły projekt. Ba, były nawet takie momenty, które do dziś pamiętam, jak wyśmienity quest "Tranquility Lane".

New Vegas
Choć Fallout 3 został bardzo ciepło przyjęty przez krytyków, osąd graczy był już mniej łaskawy. Mijały kolejne miesiące od premiery podstawki i nawet branżowi recenzenci zaczęli powoli mięknąć, gdy światło dzienne ujrzały kolejne – w kilku przypadkach: przerażająco złe – DLC. I wtedy po sieci przetoczyła się kolejna wiadomość. Nowego Fallouta będzie tworzył Obsidian! Tak, ten sam Obsidian, który przez niektórych jest uważany za króla sequeli. Wziął takiego sobie Neverwintera i zrobił o niebo lepszego Neverwintera 2. Przechwycił bardzo dobre Knights of the Old Republic i zrobił olśniewające (choć niedokończone) KotOR 2. A teraz miał zrobić New Vegas.

Fallout - Legenda... Legenda już nie powróci? - Obraz 5


Tak, tym razem był to Fallout z podtytułem, a nie kontynuacja głównej serii. Innymi słowy – strategia została przyjęta dokładnie taka, jaka powinna być wcześniej wykorzystana przy grze, która została ostatecznie ochrzczona mianem Fallouta 3. I, co ciekawe, New Vegas był znacznie bardziej falloutowy od owej trójki. Po prostu wzięli się za niego ludzie, którzy lepiej czuli klimat.

Już sam start był znacznie bliższy ideału. Zostaliśmy postrzeleni i pochowani, ale jednak... przeżyliśmy. Mamy tylko jedną informację: "ten, który nam to zrobił, poszedł w tym kierunku". I tyle. Mogliśmy go śledzić, mogliśmy też trochę pobłądzić, mogliśmy zdecydować, kim chcemy być i z którą ekipą trzymać. Co więcej, ilość odniesień do pierwszych dwóch części oraz ich jakość były wręcz zaskakująco dobre. Ba, był nawet specjalny tryb rozgrywki, które zamieniał bardziej standardowe lokacje na mapie w takie, które w najróżniejsze sposoby odwoływały się do minionych gier.

Ze smutkiem muszę jednak powiedzieć, że New Vegas też było dalekie od ideału, choć jako nostalgiczna podróż sprawdzał się bardzo dobrze. Już w dniu premiery był po prostu brzydki, a mało urodziwe 3D zawsze będzie w moim rankingu daleko poniżej starego, ale niezwykle urokliwego 2D z izo-rzutem. Do tego dochodziły liczne bugi, często "zapożyczone" jeszcze z F3. Ba, mimo kilku lat przerwy między tymi grami, przeciwnicy nadal nie doczekali się nawet śladowych oznak inteligencji, a ich ulubionym zajęciem było szarżowanie na oślep, niezależnie od aktualnie używanej broni. Patrząc na te wszystkie niedoróbki, robiło się człowiekowi po prostu smutno, ponieważ miało się świadomość, że obcowało się z grą, która miała potencjał na znacznie więcej.

Przyszłość...?
Ha, przyszłość. W wypadku tej serii jest to kwestia naprawdę nieodgadniona. Na razie nie ma żadnej mowy o Falloucie 4 czy na przykład "Skyrim with guns". A gdybym mógł sobie czegoś zażyczyć? Cóż, szczerze mówiąc, nie wiem, czego bym chciał od kontynuacji tej marki. Po wielu latach dotarło do mnie wreszcie, że ja nie kocham tej serii... Ja kocham jej pierwsze dwie części. Tactics bardzo lubiłem, trójka mnie zawiodła, a New Vegas był po prostu dobry i... tyle.

Fallout - Legenda... Legenda już nie powróci? - Obraz 6


Choć uważam przejście w trzeci wymiar i zmianę perspektywy za zaskakująco udany ruch, to... szczerze mówiąc nie wiem, czy nie wolałbym powrotu do korzeni. Grafiki w stylu Fallout Tactics i stylu rozgrywki w stylu Fallouta 2, tylko tak z pięć razy większym światem, mnogością questów, broni etc. Z licznymi cytatami z Tarantino, Blues Brothers oraz Pinkiego i Mózga. Z okularami przeciwsłonecznymi, których samo trzymanie w ekwipunku sprawia, że wyglądam na znacznie fajniejszego. Z eksplodującym wychodkiem w środku miasteczka, z farmą duchów i własnym samochodem, napędzanym na ogniwa mikrofuzyjne. I, wreszcie, z fabułą, której nie ma, i pełną wolnością wyboru drogi, którą chcę podążać. Tak, w takiego Fallouta chciałbym zagrać.

Komentarze

Dodaj nowy komentarz:

Reklama

Najnowsze

2017-05-17 / Artykuł Czy warto kupić Planescape: Torment Enhanced Edition? / Co można napisać o klasyku takim jak Planescape: Torment? O dziele, które przez wielu uznawane jest za absolutny majstersztyk i niedościgniony wzorzec w całym gatunku komputerowych gier RPG? ...
2017-05-14 / Artykuł Pyrkon - relacja / Który dzisiaj mamy dzień? Pytam, bo moje wspomnienia nadal kierują się ku końcowi kwietnia.
2016-11-03 / Felieton Twórcy No Man's Sky potrzebują sloganu! / Każda solidna firma ma swoje motto. To taki moralny kompas, który wyznacza drogę i jest podwaliną wszystkich działań. Przykładów jest mnóstwo i są nader interesujące.
Pokaż pełną listę

Najpopularniejsze

2014-08-18 / Artykuł Telltale Games - od zera do bohatera / Pewnie powiecie, że historia firmy produkującej przygodówki musi być nudna.
2013-12-03 / Wywiad SUPERHOT - wywiad z Łukaszem "Spierkiem" Spierewką / Kilka miesięcy temu Polakom udało się narobić sporego zamieszania w sieci, nie pierwszy raz zresztą.
2013-12-30 / Artykuł 2013 za nami - redakcyjne podsumowanie roku / Rok 2013 chyli się ku końcowi. Za nami sporo dużych premier, kilka ekscytujących debiutów i niejedno większe rozczarowanie.
Pokaż pełną listę

Reklama