Facebook
Twitter
YouTube
Steam
Feed
Aplikacja Save!Project
dla Windows
Aplikacja Save!Project
Ta strona wykorzystuje ciasteczka w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych.
Rozumiem, nie pokazuj tej informacji ponownie.
Zarejestruj się Zaloguj się Jesteś członkiem naszej społeczności?

Tales of Berseria PC

Cardi / 2017-03-16 / Redakcyjna treść publiczna
Na początek mała zagadka: spróbujcie przypasować następujące elementy do zachodniego lub japońskiego RPG: rodzinna wioska zniszczona na początku historii, poprowadzona z epickim rozmachem opowieść o zdradzie i zemście, twarda protagonistka o ponurym usposobieniu mierząca się sama z całym światem, zespół niedobranych towarzyszy o zróżnicowanych osobowościach, pseudośredniowieczny świat z magią opartą na czterech żywiołach, oś konfliktu opierająca się na dualizmach indywidualizm-wymogi społeczności oraz emocje-racjonalizm...

Tales of Berseria - Obraz 1


W dobie globalizacji różnice nie są już tak widoczne jak niegdyś, ale wciąż powyższe tematy są bliższe zachodniemu spojrzeniu na świat, aniżeli dalekowschodniemu. Tymczasem dokładnie opisują one zawartość Tales of Berseria, która dzięki połączeniu ich z tradycjami serii okazała się najlepszą odsłoną od czasu znakomitego Tales of Vesperia.

Jest to o tyle zaskakujące, że poprzedniczka, Tales of Zestiria, była – nawet pomijając epicki, dotyczący głównych bohaterek meltdown w Japonii – po prostu słaba. W efekcie dotychczasowy producent, Hideo Baba, został „awansowany” na stanowisko, na którym nie miał już mocy sprawczej, a jego miejsce zajął Yoshimasa Tanaka. W sumie więc może jednak nie jest to wcale tak zaskakujące, że Berseria, pomimo przestarzałego silnika, jest świeża i pełna witalności.

Tales of Berseria - Obraz 2


W pewnym sensie nowa odsłona poprawia również Zestirię, będąc osadzoną w tym samym świecie, lecz 400 lat wcześniej. To historia Velvet, młodej dziewczyny, która w przyszłości miała się zapisać jako pierwszy Pan Nieszczęścia (Lord of Calamity), wzbudzający bojaźliwy lęk nawet po tak długim czasie. Oczywiście, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – gdy losy bohaterki zostają oddane w ręce gracza, okazuje się, że prawda jest zgoła inna.

Pierwsza godzina-dwie to absolutny majstersztyk w kwestii otwarcia: poznajemy młodą Velvet, jej chorowitego brata Laphiceta, opiekuna i mentora Artoriusa oraz już wtedy tragiczną historię rodziny, naznaczonej tragedią Krwawego Księżyca sprzed lat. Relacje pomiędzy nimi są tak szczere i naturalne, że bez trudu nawiązałem emocjonalną więź z bohaterką i jej otoczeniem. Oczywiście nie obędzie się bez zdrady, śmierci i związanej z nią zemsty – jednak bez tego kluczowego momentu całe późniejsze starania byłyby pozbawione swego gravitas. W rzeczy samej, nawet późniejsze dziesięć godzin gry jest niesłychanie skupione na głównym wątku, a nowe relacje – ze względu na nowy charakter Velvet – są dramatyczne i pełne emocji. Później, zgodnie z tradycją serii Tales, fabuła zaczyna meandrować w celu budowy świata gry i pogłębienia charakterów postaci, lecz nigdy nie poczułem, że długość gry jest sztucznie pompowana. Jak na 60+ godzin rozgrywki to godne odnotowania.

Tales of Berseria - Obraz 3


Tym, co niosło mnie przez środkowe etapy zemsty Velvet nie była kreacja świata – który jest dość standardowym zachodnim fantasy – lecz relacje między członkami zespołu. A co to jest za zespół! Oprócz dziwnie podobnego do zmarłego brata Velvet malaka (dawna nazwa seraphów z Zestirii) w grupie znajdzie się lokalny samuraj-demon Rokurou, paladynka Eleanor, dotknięty klątwą malak-pirat Eizen oraz magiczka Magilou, postać jakby zupełnie nie z tej bajki.

Każda kolejna interakcja (tradycyjne, animowane skity powracają) między nimi to czyste złoto: kontrast pomiędzy ponurą Velvet, niedoświadczonym imiennikiem Laphiceta, Eizenem czy traktującym wszystko z dystansem Rokurou jest wspaniale wykorzystywany na każdym kroku, a rozmowy skrzą się dowcipem i wzajemnymi docinkami, a gdy pojawiają się konflikty, wynikają one z rozbieżnych celów i przekonań, nie z melodramatycznych braków w komunikacji i nieporozumień. Pod płaszczykiem każdego z charakterów kryje się (co weteranów serii nie powinny dziwić) drugie dno – szczególnie do gustu przypadły mi dwie postacie: Eleanor to chyba najlepsza pogłębiona analiza praworządnego dobrego charakteru jakie pamiętam, natomiast Magilou raz po raz otrzymywała ode mnie 10/10 za trolling członków drużyny i kolejnych napotkanych postaci. Czysta rozkosz. Podczas gry co najmniej kilkanaście razy roześmiałem się w głos (co zazwyczaj zdarza się rzadziej niż rzadko), a gdy nadeszły dramatyczne momenty, czułem przyspieszone bicie serca i zagryzałem palce patrząc na zmagania bohaterów.

Tales of Berseria - Obraz 4


Otoczenie otoczeniem, ale przynajmniej połowę czasu gry spędza się w walce. Powraca znany z poprzednich części free-form, pozwalający na dowolne poruszanie się postaci po polu bitwy. Zniknęły również pary towarzyszy walki znane z poprzedniczki, teraz każdy członek drużyny działa samodzielnie. Najważniejszą nowinką jest dynamiczny soul system, który mogę tylko określić jako walkę z serii Persona przeniesioną w czas rzeczywisty. Każda z postaci posiada maksymalną pulę punktów, które „wydaje się” w celu wykonywania kolejnych ciosów czy rzucania czarów. Punkty regenerują się z czasem lub poprzez niektóre działania, lecz podstawą taktyki jest modyfikacja maksymalnej ich liczby – za każdego pokonanego lub ogłuszonego wroga zyskuje się dodatkowy punkt, lecz traci się je samemu będąc ogłuszonym lub sprowadzonym do parteru. Dodatek w postaci uników, blokowania i ataków specjalnych sprawia, że walka jest niezwykle dynamiczna i intensywna, lecz nie pozbawiona zupełnie konieczności myślenia. Przy czym należy wspomnieć, że różnice w stylach walki pomiędzy postaciami nie są na tyle duże, by nie móc załapać nowych kombinacji w ciągu paru krótkich starć – to z jednej strony plus, bo zachęca do wypróbowania różnych bohaterów, z drugiej strony jednak przy tak długim czasie trwania rozgrywki w pewnym momencie można poczuć, że zaczyna się grać na pamięć.

Tales of Berseria - Obraz 5


Na szczęście, dodatkowe zróżnicowanie wprowadzają przeciwnicy, z których każdy należy do konkretnego rodzaju i posiada własne słabości i silne strony. Kluczem do szybkiego zwycięstwa – dającego więcej punktów stylu, umożliwiającego internalizację zdolności z wyposażonych przedmiotów – jest więc dobre dopasowanie posiadanych zdolności do przeciwników. Galeria potworów raczej nie zaskakuje: wilkołaki i orki, przerośnięte insekty, duchy i animowane zbroje, demony, tryskające kwasem rośliny... Typowe starcia nie są wyzwaniem na średnim poziomie trudności, w przeciwieństwie do bossów – ci potrafią zaleźć za skórę, tym bardziej, że system walki jest z cyklu „jeśli idzie ci dobrze, to będzie tylko lepiej, ale jeśli zacząłeś źle, to masz przekichane”. Bez względu jednak na wymienione minusy, walka jest naprawdę wciągająca i łatwo się nauczyć jej podstaw, a trudno zostać mistrzem.

Na rozwój postaci gracz niemal nie ma wpływu – przyrosty poszczególnych statystyk są z góry predefiniowane, uzupełniać je można jedynie za pomocą znajdowanych w świecie roślinek. Lepiej sytuacja przedstawia się w kwestii ekwipunku, którego jest multum (aczkolwiek nie oczekujcie, że którakolwiek z postaci weźmie w ręce sprzęt, w którym się nie specjalizuje). Oprócz przejmowania cech z przedmiotów główną atrakcją jest ulepszanie ekwipunku, realizowane za pomocą surowców pozyskanych z rozłożonego na czynniki pierwsze oręża.

Tales of Berseria - Obraz 6


Wspomniałem wcześniej o przestarzałym silniku – niestety, pomimo największych starań nie da się już ukryć, że pamięta on czasy początków PS3 (tak, cyferka się zgadza). Najbardziej na tym cierpi otoczenie, które zwłaszcza w przypadku podziemi czy otwartych, naturalnych przestrzeni wygląda raczej biednie. Lepiej przedstawiają się swojskie wioski i pełne mieszkańców miasta, a już fantastycznie prezentuje się walka, pełna piorunujących efektów i niesamowitych animacji, których pozazdrościłby zarówno Peter Jackson jak i Ang Lee z czasów Przyczajonego Tygrysa...

Zaskakująco dobrze prezentują się również interakcje postaci w ramach stworzonych na silniku cut-scenek, z ekspresyjną mimiką, ciętymi dialogami i świetnym montażem. Nieźle brzmi się również soundtrack Motoiego Sakuraby, który raczej nikogo nie zaskoczy doborem dźwięków, lecz akurat w przypadku bardziej melancholijnych utworów (np. tego z menu) potrafi chwycić za serce. Angielskie głosy natomiast nieszczególnie przypadły mi do gustu (poza Eizenem i Magilou), a wybór kobiety do ugłosowienia Laphiceta uważam za wyjątkowo niefortunny. Dużo lepiej prezentuje się japoński dubbing, który naprawdę potrafi sprzedać charakter każdej z postaci.

Tales of Berseria - Obraz 7


Zaskakująca „zachodniość” głównego wątku fabularnego jest jednak przerywana punktami czystej „japońszczyzny” – głównie w postaci znajdowanych tu i ówdzie uroczych katzów, oferujących ciuszki i akcesoria oraz podobnych do maskotek norminów. Nawet nie wspominam co się dzieje po dotarciu do „Wyspy Terroru” czy tajnej bazy katzów, to trzeba zobaczyć samemu... Każdy, kto uwielbiał tego typu elementy z poprzednich części będzie zachwycony, podobnie jak mnogością mini-gierek i dań do ugotowania. Akurat ja nigdy nie byłem fanem tych elementów serii Tales, więc z przyjemnością przekonałem się, że są one w pełni pomijalne i konieczne tylko dla tych, którzy pragną dodatkowych przebrań lub 100% ukończenia gry. Na plus za to zaliczam dodatkowe wyzwania dostępne nawet po ukończeniu głównego wątku, a zupełną nowinką jest odkrywanie mapy świata za pomocą morskich ekspedycji. Nie jest to element zbyt mocno związany z głównym wątkiem, służąc raczej za źródło kuchennych półproduktów, lecz przyjemnie urozmaica kolejne przygody.

Tales of Berseria jest jedną z tych gier, która po prostu musiała się udać, pod groźbą pchnięcia zasłużonego cyklu Tales w odmęty zapomnienia. Ku powszechnemu zaskoczeniu, nie tylko udało się zrealizować ten cel, ale nawet w pewnym stopniu naprawić szkody poczynione przez Zestirię. Teraz pozostaje czekać na zwieńczenie tego tryptyku – ja z pewnością będę to robić z wielką niecierpliwością.

Tales of Berseria - Obraz 8

Komentarze

Dodaj nowy komentarz:

Reklama

Ocena autora

9 / 10

Plusy

Pełna dramatyzmu fabuła
Znakomita drużyna zróżnicowanych postaci
Dynamiczny, łatwy do opanowania styl starć
Przeszło 60 godzin gry
Ładne animacje i efekty graficzne, niezła ścieżka dźwiękowa
Tradycyjne elementy Tales dla fanów serii
Solidna wersja PC

Minusy

Silnik graficzny ma już swoje lata
Angielska wersja językowa wypada słabiej od japońskiej

Najnowsze

2017-07-15 / Sony PlayStation 4 Get Even / Po koszmarnych doświadczeniach z Huskiem i Inner Chains z pewną taką nieśmiałością podchodziłem do Get Even.
2017-07-08 / PC STRAFE / Witaj przyszły Złomiarzu! Twoja doskonała sprawność fizyczna oraz umiejętność wciskania odpowiednich guzików w maszynach czyni Cię stworzonym do tej roli.
2017-05-28 / PC Endless Space 2 / Kosmos, ostateczna granica - także dla graczy, bo mało który gatunek może się mierzyć pod względem skomplikowania „czterem iksom” w przestrzeni kosmicznej.
Pokaż pełną listę

Najpopularniejsze

2013-09-26 / Microsoft Xbox 360 Grand Theft Auto V / Skąpane w promieniach zachodzącego słońca miasto przesuwa się za oknami samochodu.
2014-01-20 / Nintendo WiiU Lego City Undercover / Harry Callahan, John McClane, Franciszek Maurer, Axel Foley, Frank Drebin, Olgierd Halski, Martin Riggs, Roger Murtaugh, Tequila Yuen, David Starsky, Ken Hutchinson i tak dalej.
2013-11-25 / PC X-COM: Enemy Within / Tworzenie dodatków stało się zbyt proste: od zbroi konia, przez przepakowane giwery, po wycięte elementy podstawek.
Pokaż pełną listę

Reklama