Facebook
Twitter
YouTube
Steam
Feed
Aplikacja Save!Project
dla Windows
Aplikacja Save!Project
Ta strona wykorzystuje ciasteczka w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych.
Rozumiem, nie pokazuj tej informacji ponownie.
Zarejestruj się Zaloguj się Jesteś członkiem naszej społeczności?

Divinity: Original Sin 2 PC

Cardi / 2017-10-04 / Redakcyjna treść publiczna
Wyobraźmy sobie gracza, który wsiadłby do wehikułu czasu zaraz po premierze Baldur’s Gate lub Fallouta i pojawił się w dzisiejszych czasach. Czy odnalazłby się w nowoczesnym światku RPG? Czy może raczej odrzuciłoby go mieszanie gatunków, zbyt duża dynamika rozgrywki lub nadmierne prowadzenie za rękę? Nikt kto obserwował ewolucję krok po kroku nie jest w stanie odpowiedzieć obiektywnie na to pytanie, ale mam wrażenie, że znam tytuł, który potrafiłby posłużyć za pomost między klasyką a nowoczesnością: Divinity: Original Sin 2.

Divinity: Original Sin 2 - Obraz 1


Pierwsza część Original Sin zapisała się w mojej pamięci niezwykle kontrowersyjnie: gdy wszyscy wznosili peany, ja żadną siłą nie byłem w stanie się wciągnąć w rozgrywkę. Choć doceniałem zamysł artystyczny studia Larian, to dziwaczny podział na dwójkę głównych bohaterów, bardziej nudny od Świątyni Prób początek oraz tylko pozorna otwartość świata były kulami u nogi, których ciężaru nie mogłem się pozbyć. Najbardziej jednak zmęczył mnie sam świat – Rivellon jest jednym z najbardziej standardowych i pozbawionych polotu tolkienowskich uniwersów, w jakich miałem (nie)przyjemność przebywać.

Po co wymieniam błędy i wypaczenia poprzedniej części? By za jednym zamachem się z nimi rozprawić: „Wszystko powyższe zostało poprawione”, mógłbym rzec i umyć ręce. Druga część przenosi gracza tysiąc lat w przyszłość, w okres po wydarzeniach znanych z serii Divinity: paladyn Lucian zabija swego przybranego syna, złowrogiego Damiena – ale czyni to w sposób pociągający za sobą wiele niewinnych ofiar. Koniec czarownika i jego Czarnego Kręgu wcale nie jest końcem kłopotów Rivellonu, gdyż w miejscach użycia Źródła – pierwotnej magicznej mocy – zaczynają pojawiać się mordercze istoty z Pustki. W efekcie wszyscy mogący czerpać ze Źródła zostają wyizolowani i zesłani do łagru – a w tym szóstka głównych bohaterów gry.

Divinity: Original Sin 2 - Obraz 2


To pierwszy ogromny plus Original Sin 2: można stworzyć własnego protagonistę, ale również wybrać jednego z owej szóstki. Co najciekawsze, zdecydowanie się na animowanie jednego z nich wcale nie usuwa z gry pozostałej piątki – oni też się pojawiają, mając swoją historię i własne cele, które niekoniecznie są zbieżne z celami gracza. Fantastyczne jest to, że wątki dotyczące całej szóstki się zazębiają, więc wreszcie odpada problem klasycznych RPG pt. „dlaczego właściwie ci kolesie z drużyny podążają za mną”? (Tak, patrzę na ciebie, Keldorn. I na ciebie, Mission Vao). Wybrany przez gracza bohater też nie staje się „przezroczysty”, lecz w trakcie gry otrzymuje specjalne opcje dialogowe, które są zgodne z jego charakterem i historią – aczkolwiek można zdecydować o podążaniu zupełnie inną ścieżką. Za przykład podam sytuację, w której mój bohater, Ifan, decyduje się spędzić małe tete-a-tete z lokalną pięknością (odpłatnie, żeby była jasność). Zdziwienie przychodzi rano, gdy panią w negliżu i pana w galotach zaskakuje gang rzezimieszków, zdecydowanych by ich doszczętnie ogołocić. Jeszcze większe zdziwienie następuje, gdy okazuje się, że to część ekipy Ifana sprzed zesłania, więc po wymianie paru docinków banda oddaje cały ekwipunek i zdradza na dokładkę, że panna obok była cały czas z nimi w zmowie. Teraz Ifan ma możliwość ukarania jej za zdradę, puszczenia całej rzeczy w niepamięć... albo kontynuowania jakże udanej - nim im przerwano - nocy. Chyba nie muszę dodawać, jaką opcję wybrałem w tym wypadku.

Divinity: Original Sin 2 - Obraz 3


Niewątpliwym plusem gry jest również dużo większe skupienie się na fabule, która jest poprowadzona z odpowiednim rozmachem i odmalowana z dużo większą swadą aniżeli to było w poprzedniczce. W żadnym momencie nie czułem potrzeba zaśpiewania „co ja robię tu-u-u?”, a odcienie moralnej szarości wcale nie przeszkodziły w odczuwaniu nastroju high fantasy, tak odmiennego od ostatnich dokonań studia BioWare w ramach serii Dragon’s Age. Cała rzecz oczywiście rozchodzi się o tytułową boskość, która – jak nietrudno zgadnąć – ma swoją cenę.

Większa spójność fabularna w rękach mniej doświadczonej ekipy oznaczałaby również prowadzenie gracza za rączkę, ale Original Sin 2 omija tę rafę łukiem po orbicie. W każdym z aktów gracz dostaje tylko wytyczne, a jak się za nie zabierze, to zależy już tylko od niego. Nie będzie żadnych markerów na mapie i bujających się strzałek nad głowami NPC-ów. Dziennik zadań będzie pomocny, ale wcale nie zmusi gracza do podążania utartą ścieżką. Wręcz przeciwnie, twórcy wyraźnie wychodzą z siebie, starając się umożliwić tyle dróg rozwiązywania zadań, że seria Deus Ex poczułaby zazdrość w cyberwszczepach. Rozmowy, starcia, czytanie dokumentów i poszukiwanie tajnych przejść – nie ma siły, by ktoś nie znalazł czegoś pasującego do drużyny, którą zdecydował się kierować.

Divinity: Original Sin 2 - Obraz 4


Tym co nie zmieniło się wiele względem pierwszej części jest kwestia tworzenia i rozwoju postaci – aczkolwiek głównie dlatego, że trudno dodać coś do doskonałości. Panuje pełna wolność wyboru zdolności i atutów, a ilość ekwipunku, czarów i zdolności przyprawia o zawrót głowy. Ja grałem drużyną wojownik-berserker (wojownik z dwuręcznym mieczem + nekromancja do odzyskiwania życia poprzez zadawanie obrażeń), kleryk-tank (magia wody do leczenie i wspierania + ciężki pancerz z tarczą), mag-elementalista (współgrające ze sobą sfery magii ognia i ziemi) oraz rzezimieszkiem-łucznikiem (chowanie się w cieniach i strzały wyborowe z dystansu), ale nie ma problemu, by zagrać przysłowiowymi czterema klerykami czy dowolną inną konfigurację. Bardzo mi się spodobało, że przy przyjmowaniu do drużyny postacie pytają cię, kim mają być – bardzo wygodne by dostosować styl gry pod siebie, a nie pod postaci w zespole.

Rozgrywana w systemie turowym walka była jednym z największych atutów Original Sin 1, a teraz jest tylko „więcej, mocniej, lepiej”, no może bez „szybciej”. Opcje taktyczne właściwie są ograniczone tylko przez wyobraźnię gracza. Wrogów można teleportować, tworzyć niesamowite kombinacje żywiołów (np. trucizna + ogień = wybuch; ogień + woda = para, para + elektryczność = nokautującą chmura), przywoływać stworzenia z zaświatów, atakować zza pleców dla pewnych trafień krytycznych czy niszczyć nieumarłych za pomocą uzdrawiania. By większość efektów miała zastosowanie, trzeba najpierw zniszczyć fizyczny lub magiczny pancerz przeciwnika, co w pewnym stopniu utrudnia najbardziej chytre (i najskuteczniejsze) zagrywki. Na wyższym poziomie trudności przeciwnicy nie wahają się wykorzystać tych samych trików przeciwko graczowi – wierzcie mi, nic nie wkurza tak bardzo jak teleportowanie twojego maga prosto w pobliską lawę albo petryfikacja połowy zespołu nim przyjdzie własna tura. Ale mogłem inwestować w inicjatywę, a nie teraz narzekać.

Divinity: Original Sin 2 - Obraz 5


Oprawa współgra z jakością rozgrywki – co prawda silnik jest stary, ale karoseria lśni jak zaraz po wyjechaniu z salonu. Scenografia jest wycyzelowana w każdym calu i w żadnym momencie gry nie miałem kłopotu z pełnym zanurzeniem się w wykreowanym świecie, bez względu czy mowa o tętniącym życiem obozowisku nad brzegiem morza, gęstą puszczą skrywającą prastare ruiny czy pełnym strzelistych wież średniowiecznym mieście. Animacje postaci są bardzo naturalne, a efekty czarów i zdolności specjalnych sprawiają oczom prawdziwą rozkosz. Zbyt wczesne odejście kompozytora Kiryła Pokrowskiego sprawiło, że tym razem nie usłyszymy jego kompozycji, ale te stworzone na potrzeby sequela nawiązują do jego charakterystycznego stylu. Za ogromny plus uznać należy też fakt, że każda – dosłownie każda – kwestia NPC-ów jest dubbingowana. Na szczególne pochwały zasługują aktorzy wcielający się w szóstkę głównych bohaterów, idealnie dopasowując się do ich unikatowych charakterów. Świadomość barwy głosu danej postaci zawsze miałem za kluczowe dla nastroju każdego RPG („bój się mnie, bo w istocie jestem straszny!”), toteż cieszę się, że studio Larian znalazło środki na ten cel.

Czas na przestrogę albo zachętę, w zależności od tego, czego kto oczekuje od tego typu RPG: Divinity: Original Sin 2 nie jest grą dla ludzi z niedoborem czasu. Nie jest tak, że fabuła jest rozwlekła albo rozgrywka się nie skaluje – gdybym chciał przejść tylko główny wątek, myślę, że uwinąłbym się w 40-50h. Problem/zaleta w tym, że świat jest wręcz przepełniony ciekawostkami i osobliwościami, które skutecznie rozpraszają gracza takiego jak ja. Nie przesadzam, po prostu nie da się rzucić beretem (i to suchym!) by nie wpaść na coś wartego uwagi: a to notatki prowadzącej do zakopanego skarbu, a to piwnicy pełnej łupów, a to zwierzątka, które zdradzi sekrety swego właściciela. Rozbite na skałach statki, handlujący najprzedniejszym towarem kupcy, potężni bossowie – wszystko to się da ominąć, ale czemu? Nie chodzi nawet o power gaming (klasycznego grindu w dowolnej postaci brak), tylko o to, że chce się sprawdzić kolejną ścieżkę, kolejny załom drogi albo opukać ścianę w celu poszukiwania tajnego przejścia, które może tam się znajdować. To jest dla mnie esencja otwartego świata: takiego który zachęca do eksploracji samym swym potencjałem, a nie zmusza za sprawą upierdliwych zadań pobocznych.

Divinity: Original Sin 2 - Obraz 6


Komu będzie mało samotnych zmagań, zawsze może zaprosić do gry kolegów - do czterech po sieci lub na dzielonym ekranie. Najciekawiej w dłuższej perspektywie czasu przedstawia się zintegrowany edytor przygód, Game Master Mode, dzięki któremu będzie można kreować własne scenariusze i prowadzić bohaterów przez zaprojektowane przez siebie kampanie. Zintegrowanie gry ze Steam Workshop sprawi, że zapewne już wkrótce powstaną fanowskie misje dorównujące rozmachem tym przygotowanym przez twórców [zaciskam mocno kciuki! - CRD].

Pomimo spędzenia długiego czasu w early access, do finalnej wersji gry wkradło się trochę baboli. Najbardziej bolą te związane z wywoływaniem zadań: niektóre questy czasem po prostu nie odpalają, innych nie da się zamknąć. Na szczęście tego typu problemy nie dotyczyły zadań głównych. Sama walka też mogłaby być odrobinę lepiej zbalansowana, bo póki co przywoływanie stworów i teleportacja są zdecydowanie przegiętymi opcjami. Gra w papier-kamień-nożyczki z poprzedniczki została na szczęście usunięta, ale wciąż w wielu przypadkach nie opłaca się rozwiązywać spraw pokojowo – daje to mniej XP niż walka, o utracie cennych łupów nie wspominając. Przy okazji można się czepić wręcz logarytmicznego tempa rozwoju bohaterów: różnica między piątym a trzecim poziomem doświadczenia jest niewielka, natomiast między 19 a 17 jak między żołnierzem Delta Force a członkiem Obrony Terytorialnej. Jest to spowodowane tym, że przyrosty statystyk są procentowe, nie bezwzględne. Overleveling sprawia więc, że gra przechodzi się wręcz sama, a i zdobywanie nowego ekwipunku jest przez to mniej satysfakcjonujące: co z tego, że właśnie zdobyłeś miecz robiący z twojego bohatera półboga, skoro za dwa poziomy lepsza od niego będzie znaleziona w beczce noga od taboretu? Oczywiście, biorąc pod uwagę rozmiary gry te dwa poziomy nastaną za 5-10h, ale wciąż... Na koniec wypada wspomnieć, że raz zdarzyła mi się konieczność twardego wyjścia z gry, gdy dotknięty przerażeniem bohater zaklinował się pomiędzy meblami (co to ma być, Simsy?), okupując w nieskończoność kolejkę.

Divinity: Original Sin 2 - Obraz 7


Choć powyższe problemy uniemożliwiają mi wystawienie maksymalnej oceny, to jednak moja dusza erpegowca została przekonana w stu procentach. D:OS2 uświadomił mi różnicę między grą wielką, a zbyt dużą, pewnie zajmując miejsce „najlepszego RPG od czasów Wiedźmina 3”. Sądzę, że potencjalny przybysz z końca zeszłego wieku może uznać, że rok 2017 nie jest jednak tak straszny.

Komentarze

Dodaj nowy komentarz:

Reklama

Ocena autora

9 / 10

Plusy

Stworzona z rozmachem, a jednocześnie spójna fabuła
Niesamowita wolność w tworzeniu drużyny i podejściu do rozgrywki
Olbrzymi świat pełen ciekawych przygód
Niesłychanie głęboka pod względem taktycznym walka
Pierwszorzędna oprawa graficzna i dźwiękowa
Poprawienie niemal wszystkich mankamentów pierwszej części
Znakomite połączenie tradycji z nowoczesnością

Minusy

Zdarzające się problemy z wykrywaniem questów
Walka mogłaby być nieco bardziej zrównoważona

Najnowsze

2017-10-01 / PC Guild Wars 2: Path of Fire / Dwa lata. Tylko tyle czekali fani Guild Wars 2 na kolejny dodatek. W tym czasie wiele się zmieniło. Aktualnie grą opiekuje się Mike O’Brien, który odpowiadał za pierwszą część oraz jej sukces.
2017-10-04 / PC Divinity: Original Sin 2 / Wyobraźmy sobie gracza, który wsiadłby do wehikułu czasu zaraz po premierze Baldur’s Gate lub Fallouta i pojawił się w dzisiejszych czasach.
2017-09-30 / PC The Coma: Recut / Każdy z nas miał w szkole ciężkie wieczory, podczas których zarywał nockę i starał się nauczyć na egzamin czyhający na nas kolejnego dnia. Youngho miał właśnie taki wieczór.
Pokaż pełną listę

Najpopularniejsze

2013-09-26 / Microsoft Xbox 360 Grand Theft Auto V / Skąpane w promieniach zachodzącego słońca miasto przesuwa się za oknami samochodu.
2014-01-20 / Nintendo WiiU Lego City Undercover / Harry Callahan, John McClane, Franciszek Maurer, Axel Foley, Frank Drebin, Olgierd Halski, Martin Riggs, Roger Murtaugh, Tequila Yuen, David Starsky, Ken Hutchinson i tak dalej.
2013-11-25 / PC X-COM: Enemy Within / Tworzenie dodatków stało się zbyt proste: od zbroi konia, przez przepakowane giwery, po wycięte elementy podstawek.
Pokaż pełną listę

Reklama